
Obrzędowość ma w zachodnim kręgu kulturowym płeć – męską. Ten stan rzeczy trwa od stuleci, choć ulega erozji na skutek debaty o udzielaniu święceń kobietom w kościołach, zwłaszcza wyznań protestanckich. Obrzędowość ta jest – choć zmienia się to wraz z powrotem ruchów rodzimowierczych – adresowana do jednego tylko Boga judeochrześcijańskiego.
Nie zawsze i nie wszędzie tak było. Od najwcześniejszych malunków naskalnych, najwcześniejszych artefaktów rzeźby, aż po upadek kultury hellenistycznej i epigońskiej wobec niej – rzymskiej – kapłaństwo obrzędowe niektórych kultów było zastrzeżone wyłącznie dla kobiet. One prowadziły życie duchowe plemienia, miasta, państwa. Były łączniczkami między światem materialnym i niematerialnym. One dbały o ognisko domowe – ciągłość gwarancji bezpieczeństwa mieszkania, a zarazem ciągłość państwowości. One przekazywały wieści o tym, co przyszłe i niepewne. Wiele z tych kultów nie zachowało się w postaci weryfikowalnych źródeł pisanych – nawet współcześnie część ludów nie opiera swojej pamięci pokoleniowej o pismo, a tradycję ustnej opowieści. Zostały idole, fetysze, stroje i ołtarze. Została Wenus z Willendorfu i runy nordyckich Völv, bębny rytualne rdzennych ludów i amulety Streghe. Zapraszam do świata zapomnianych bóstw i ludzi. Bytów i ich kapłanek. Bez śladu obietnicy, że którekolwiek z nich istniało poza kadrem.